Dobrze dobrane dodatki do sushi potrafią zamienić zwykły talerz rolek w kompletne, spójne menu imprezowe. Zamiast dorzucać do stołu przypadkowe przekąski, lepiej zbudować wokół sushi cały zestaw: od sosów i małych dań, po napoje i lekki deser. Taki układ trzyma klimat, ułatwia gościom jedzenie pałeczkami i sprawia, że wszystko smakuje logicznie. Wbrew pozorom nie wymaga to wymyślnych składników ani wielogodzinnego stania przy garach – potrzebny jest raczej dobry plan niż skomplikowane przepisy. Poniżej gotowa mapa, co podać i jak złożyć to w sensowną całość.

Klasyczne dodatki do sushi, które robią różnicę

Na domowym przyjęciu z sushi nie wystarczy wystawić jednego talerza rolek. Podstawowy zestaw dodatków to absolutne minimum, jeśli goście mają faktycznie poczuć, że wszystko zostało przemyślane.

  • Sos sojowy – najlepiej dwa rodzaje: zwykły i mniej słony (light, z obniżoną zawartością sodu).
  • Wasabi – w małych porcjach, raczej kilka kupków niż jedna wielka góra.
  • Marynowany imbir (gari) – różowy lub biały, w cienkich plasterkach.
  • Sezam – jasny i czarny, lekko podprażony, w małej miseczce do dosypywania.
  • Posiekana dymka – jako posypka do rolek i zupy miso, jeśli będzie w menu.

Te pięć elementów załatwia sprawę „bazy”. Każdy z nich warto podać w osobnej, niewysokiej miseczce, tak żeby goście mogli łatwo sięgać pałeczkami. Jeśli na stole pojawiają się również nigiri lub sashimi, tym bardziej przyda się porządne rozplanowanie dodatków – nagle okazuje się, że imbir i sos sojowy znikają podejrzanie szybko.

Dobrze działa zasada: jeden mały zestaw sos + wasabi + imbir na 2–3 osoby, zamiast jednego wielkiego talerza dodatków dla wszystkich.

Sos sojowy, wasabi i imbir – jak podać je z sensem

Te trzy dodatki teoretycznie „wszyscy znają”, ale na domówkach dzieją się z nimi przedziwne rzeczy. Rozcieńczanie sosu wodą, mieszanie wasabi w imbirze, polewanie sushi sosem jak schabowego… Da się tego uniknąć, jeśli dodatki zostaną dobrze ustawione i opisane.

Jak dobrać sos sojowy do zestawu

Najlepiej sprawdza się klasyczny sos sojowy japońskiego typu – jest delikatniejszy niż część chińskich odpowiedników. Jeśli na stole będzie dużo rolek z surową rybą, warto postawić też na sos o obniżonej zawartości soli. Goście i tak będą często maczać sushi, więc mniej słony wariant robi różnicę po drugiej czy trzeciej porcji.

Dobrą praktyką jest przelanie sosu do małych dzbanuszków lub buteleczek i ustawienie obok osobnych miseczek do maczania. Jeśli sos stoi w oryginalnej, dużej butelce, ludzie mają tendencję zalewać nim po prostu cały talerz – mało wygodne i mało eleganckie.

Sosu sojowego nie trzeba „udoskonalać” żadnym octem czy przyprawami. Jeśli jest potrzeba lekkiego słodkiego akcentu, można obok postawić odrobinę sosu teriyaki w osobnym naczyniu – szczególnie przydaje się do rolek z pieczonym łososiem czy krewetką w tempurze.

Wasabi bez łez

Wasabi nie powinno być centralnym punktem stołu. Lepiej porozkładać je w kilku bardzo małych porcjach przy różnych talerzach z sushi. Dzięki temu każdy może sięgnąć po odrobinę, ale nikt nie kusi losu, nakładając sobie pół łyżeczki na raz.

Przy domowym podaniu lepiej zrezygnować z mieszania wasabi bezpośrednio w sosie sojowym. Wystarczy zasugerować gościom, że wygodniej jest nałożyć minimalną ilość na kawałek sushi i dopiero wtedy maczać w sosie. Smak jest bardziej zbalansowany, a sos nie zmienia się w zieloną, ostrą zupę.

Jeśli przy stole są osoby, które nie lubią mocnej ostrości, można rozcieńczyć część wasabi z odrobiną majonezu (np. japońskiego kewpie) i podać jako łagodny dip. Taki kremowy sos wasabi świetnie pasuje do rolek z krewetką, kurczakiem czy wegetariańskich.

Imbir do przegryzania, nie do dekoracji

Marynowany imbir nie służy do ozdabiania rolek. Jego rola jest bardzo konkretna: „czyści” usta między kolejnymi kawałkami, szczególnie gdy co chwilę zmienia się rodzaj ryby czy nadzienia. Dzięki temu smak kolejnego sushi nie miesza się z poprzednim.

Najwygodniej podać imbir w niskiej miseczce, z małymi szczypczykami lub łyżeczką. Goście powinni mieć do niego łatwy dostęp z każdej strony stołu – imbir znika szybciej, niż wielu osobom się wydaje.

Warto postawić na klasyczny imbir lekko słodkawy i kwaśny, bez egzotycznych dodatków smakowych. Zbyt mocno przyprawione warianty potrafią przykryć delikatny smak sushi, zamiast go podbijać.

Przekąski przed sushi: coś na pierwszy głód

Na imprezie domowej goście rzadko siadają do stołu idealnie punktualnie. Zanim ostatnie rolki będą gotowe, przyda się coś prostego „na przeczekanie”, co trzyma japoński klimat, ale nie zapycha.

  • Edamame – strączki młodej soi, podane na ciepło lub w temperaturze pokojowej, lekko osolone. W praktyce znikają w kilka minut.
  • Chipsy z nori – arkusze nori pokrojone na mniejsze kawałki, lekko spryskane olejem sezamowym i podpieczone w piekarniku.
  • Sałatka z ogórka i sezamu – cienkie plasterki ogórka, ocet ryżowy, sezam, odrobina cukru i soli.
  • Mini warzywa w tempurze – batat, cukinia, cebula, podane z lekkim sosem sojowo-cytrusowym.

Takie małe przekąski mają jedną zaletę: można je przygotować wcześniej, a część nawet dzień przed imprezą (sałatki, chipsy z nori). Dzięki temu nie ma presji czasu, kiedy zaczyna się zwijać ostatnie rolki.

Przy sushi najlepiej sprawdzają się przekąski lekkie, z wyraźną kwaśnością albo chrupkością – wtedy nie konkurują z delikatnym ryżem i rybą.

Co podać obok: sałatki, zupy i małe dania

Jeśli sushi ma być główną atrakcją, dodatki powinny je uzupełniać, a nie zastępować. Dobrze robi zestaw, w którym są maksymalnie 2–3 dodatkowe dania „na ciepło lub miseczkę”.

Najbardziej oczywisty wybór to zupa miso. Można przygotować ją w dużym garnku z bulionu dashi (albo jego prostszego odpowiednika z proszku), pasty miso i dodatków: tofu, dymki, glonów wakame. Podanie w małych miseczkach przed główną porcją sushi uspokaja żołądek i wprowadza w klimat.

Drugi pewniak to sałatka z wakame, którą wiele osób zna z restauracji. Gotową mieszankę glonów wakame da się kupić w większości większych sklepów, wystarczy dodać świeży ogórek, sezam i skropić olejem sezamowym. Smak intensywny, ale pasujący do większości rolek.

Dobrze sprawdzają się również:

  • Sałatka z kapusty pekińskiej z sosem na bazie majonezu, sosu sojowego i sezamu.
  • Onigiri – trójkątne kulki ryżowe z nadzieniem (np. tuńczyk z majonezem), ale w wersji mini. Lepsza opcja, gdy wśród gości są osoby mniej przekonane do sushi.
  • Pieczony łosoś w stylu „teriyaki” – proste filety posmarowane sosem sojowym, miodem i odrobiną imbiru.

Nadal ma to być kategoria „przekąski na imprezę”, więc ilości warto liczyć skromnie. Jeśli sushi jest dużo, po jednej małej miseczce sałatki i miso na osobę w zupełności wystarcza.

Napoje do sushi na domówkę

Źle dobrane napoje potrafią wypłukać cały smak sushi albo zrobić się zbyt ciężkie. Na szczęście przy kuchni japońskiej wybór jest dość prosty.

  • Zielona herbata – sencha albo genmaicha (z prażonym ryżem). Można podać na ciepło lub lekko przestudzoną w dzbankach.
  • Woda z cytrusami – woda niegazowana z plastrami cytryny, limonki, opcjonalnie świeżym ogórkiem.
  • Piwo – lekkie, jasne lagery sprawdzają się najlepiej, nie przykrywają smaku sushi.
  • Sake – dla chętnych, podawane lekko schłodzone, w małych kieliszkach lub czarkach.
  • Bezalkoholowe „mocktaile” – np. yuzu z tonikiem, herbata jaśminowa z lodem i limonką.

Jeśli impreza ma być luźna, nie ma sensu udawać ceremonii parzenia herbaty. Wystarczy duży dzbanek z zieloną herbatą, drugi z wodą i – ewentualnie – kilka butelek piwa lub lekkiego wina. Słodkie, ciężkie drinki lepiej zostawić na inną okazję, bo kompletnie nie dogadują się z delikatną rybą.

W praktyce najbezpieczniej sprawdzają się dwa główne napoje: zielona herbata i woda; alkohol można potraktować jako dodatek, a nie obowiązek.

Deser w japońskim klimacie, ale bez spiny

Po sushi większość osób nie ma ochoty na tort czekoladowy. Lepiej pasują desery lekkie, z owocami, z nutą „japońskości”, ale nadal proste w przygotowaniu.

Najłatwiej podać pokrojone owoce – ananas, mango, sezonowe owoce jagodowe – w jednej większej misie, z opcją posypania sezamem lub skropienia sokiem z limonki. Taki deser nie kłóci się ze smakiem sushi, a jednocześnie domyka całość czymś świeżym.

Jeśli jest ochota na odrobinę zabawy z klimatem, można dorzucić:

• małe kulki lodów (np. zielona herbata, sezam, mango),
• prosty pudding kokosowy z tapioki lub nasion chia,
• kupne lub domowe mochi – miękkie ryżowe ciasteczka z nadzieniem.

Nie ma potrzeby stawiać na stole pięciu różnych deserów. W praktyce jedna miska owoców i jedna opcja słodszego deseru spokojnie ogarnia temat. Goście i tak będą najedzeni sushi.

Jak to wszystko sensownie ułożyć na stole

Na koniec warto zadbać nie tylko o listę dodatków, ale i ich rozmieszczenie. Najwygodniej jest ustawić stół w „strefach”: w środku talerze z sushi, bliżej gości miseczki z sosem sojowym, wasabi i imbirem, a na obrzeżach przekąski, sałatki i napoje.

Dobrze sprawdza się zasada kilku powtarzających się małych zestawów zamiast jednego wielkiego – kilka mniejszych miseczek z sosem, wasabi i imbirem rozstawionych co 2–3 osoby zmniejsza chaos i sięganie komuś nad talerzem. Przekąski typu edamame czy chipsy z nori można ustawić w kilku miejscach, bo ludzie podjadają je mimochodem przez całą imprezę.

Efekt końcowy? Sushi nie jest samotnym talerzem w środku stołu, tylko częścią dobrze przemyślanej układanki. Goście mają czym przegryzać, co popijać i jak zakończyć posiłek, a całość nadal pozostaje spójna, lekka i w klimacie kuchni japońskiej – dokładnie o to chodzi przy domowym przyjęciu z sushi.